Pokoje na Wczasy

wczasy, wakacje, urlop

Pomorze XVI w.

25 lipiec 2012r.

Rolnictwo XVI w : W tym czasie panowała już trójpolówka, tzn. całą powierzchnię uprawną dzielono na trzy pola, jedno obsiewano zbożami ozimymi, drugie jarymi, trzecie ugorowało. Ze względu na jakość gleby uprawiano przede wszystkim żyto i owies, następnie jęczmień, w mniejszych ilościach pszenicę; siano także groch, tatarkę, len i konopie. Stosunkowo duży areał przeznaczano pod jęczmień; w starostwie puckim uprawa jego wiązała się z rozwiniętą produkcją piwa, do którego wyrobu nieodzowny był słód jęczmienny. Możemy przypuścić z dużym prawdopodobieństwem, że ten rodzaj zboża był sprzedawany przez chłopów mieszczanom puckim, którzy warzyli zeń piwo. W 1565 r. w młynie słodowym puckim przemielono 266 łasztów 40 korców jęczmienia (1 łaszt = 60 korców), a więc przeszło 473 tony. Było to bardzo dużo. Najwyższe plony dawał owies — od trzech do czterech ziaren, jęczmień do trzech ziaren, nieco niższe plony dawało żyto. Biorąc pod uwagę jakość gleby w starostwie, plony te można uznać nawet za zbyt niskie. Urzędnikom starościńskim zależało raczej na ujawnieniu lustratorom niższych plonów, a nie faktycznych. Z warzyw znanych na tym terenie wymienić należy cebulę, bób, ogórki, dwa rodzaje kapusty czarną i białą i inne. Dużą rolę odgrywała rzepa spełniająca do pewnego stopnia rolę ziemniaka, którego jeszcze w tym czasie w całej Polsce nie znano, a który zaczynał być uprawiany dopiero w Niderlandach. Uprawiano rzepę tak w ogrodach warzywnych, jak i na polu. Sadownictwo było rozwinięte słabo — o większej ilości drzew owocowych nie słyszymy w tym czasie i to nie tylko w dobrach królewskich. Najprawdopodobniej na przeszkodzie stał nie sprzyjający klimat. O inwentarzu żywym na folwarkach królewskich nie mamy danych. Źródła stwierdzają tylko lakonicznie, że był on dostateczny, czyli zaspokajał potrzeby. Dla gospodarstw chłopskich możemy przyjąć, że miały one również inwentarz wystarczający. Hodowano konie, woły i krowy, owce, świnie i drób, przede wszystkim kury i gęsi. Woły i konie stanowiły siłę pociągową, z tym że wołami posługiwano się do uprawy roli, końmi zaś do zaprzęgów przy wszelkiego rodzaju przewozach. Ponieważ częstym zjawiskiem było trudnienie się chłopów furmaństwem, więc zdarzało się, że liczba koni była wyższa niż dyktowała to potrzeba gospodarstwa rolnego. Posiadanie własnej pary koni należało także do dobrego tonu, świadczyło bowiem o pozycji gospodarza we wsi. Gospodarka nabiałowa nie była rozwinięta, bo było stosunkowo niewiele krów, liczba ich była ściśle uzależniona od zasobów paszy, które można było zgromadzić na zimę. Ówczesne krowy rasy miejscowej dawały do 700 1 mleka rocznie. Tylko bardzo dobrze prowadzone gospodarstwa (folwarki) miały obory krów holenderskich. Właśnie w latach osiemdziesiątych, dziewięćdziesiątych XVI w. zaczęły one pojawiać się na Pomorzu w dobrach ekonomii malborskiej, a stąd zaczęły rozprzestrzeniać się na południe. Łączyło się to niewątpliwie z pojawieniem się osadników z dalekich Niderlandów. Owce hodowano przede wszystkim dla wełny, podobnie jak i kozy. Powszechnie hodowano świnie. Jesienią wyganiano je do lasów na buczynę i żołędzie, dlatego chłopi płacili za użytkowanie pastwisk leśnych tzw. żerowe. Świnie i wieprze bito jesienią, zostawiając tylko nieliczne sztuki na zimę, znowu ze względu na małe zasoby paszy. Obok rolnictwa na drugim miejscu należy postawić rybołówstwo morskie, zatokowe i śródlądowe. Rybacy morscy i zatokowi posługiwali się łodziami wiosłowymi i dlatego zasięg ich połowów był niewielki, było to bowiem rybołówstwo przybrzeżne. W źródłach ówczesnych występuje duże zróżnicowanie używanych sieci. Zasadniczo trzy rodzaje były najczęściej używane: pławnice, sieci zastawne i ciągnione. Pławnice miały formę prostokątną, rozmiary ich były różne, sięgały czasem do 50 metrów długości, a wysokość ich dochodziła do 10 metrów. Poławiono nimi śledzie i makrele. Sieci zastawne służyły do połowu ryb dennych, dlatego je zakotwiczano. Wreszcie sieci ciągnione to niewody i włoki. W 1565 r. wyróżnia się niewody gdańskie i wite puckie, pierwsze z nich były większe, wyciągano je za pomocą kołowrotów. Osobną grupę narzędzi połowu stanowią wszelkiego rodzaju pułapki, a więc więcierze i żaki oraz jazy, te naturalnie były stosowane tylko na rzekach. Pomimo to że o więcierzach i żakach w dokumentach szesnastowiecznych nie ma mowy, to jednak możemy przyjąć, że były już w użyciu, chociaż większość badaczy utrzymuje, że pojawiły się one dopiero w drugim dziesięcioleciu XVII w. Poławiano ryby również za pomocą bodorów, czyli ościeni, oraz haczyków przymocowanych do sznurów, zwanych wędami. Wszystkie wymienione narzędzia połowu spotykamy na wybrzeżu. Sieci jednego typu różniły się między sobą w zależności od przeznaczenia — różna bywała wielkość oczek, a tym samym sposób użytkowania. Inaczej mówiąc rozróżniano sieci w zależności od gatunku ryb, dla jakiego były używane. Na zatoce zaciągano niewód z łodzi. Łososie poławiano na pełnym morzu za pomocą dużych niewodów zwanych później laskornami. Małe niewody, tzw. cezy, służyły do połowu skarpi i flader. Do tego rodzaju sieci zaliczano również waty (po kaszubsku wety), skarpowce i gronowce. Specjalnymi niewodami poławiano węgorze i inną rybę. Węgorzniki to duże sieci ciągnione, którymi poławiano również szproty. Sieci ówczesne robiono z włókna lnianego i konopnego. Były one ciężkie i trudne w obsłudze, dlatego też powstawały związki rybaków bądź na sezon, bądź na cały rok, nazywane maszoperiami. Zakładali je być może sołtysi tych wsi, które miały nadane prawo połowu niewodem na zatoce lub na morzu. We wsiach o ludności tylko rybackiej, jak na przykład Karwia, Jastarnia, Chałupy, maszoperie powstały samorzutnie. Na tworzenie ich wpływało stałe niebezpieczeństwo i ciężkie warunki walki o byt. Były też one niewątpliwie szkołą działania zespołowego, gdyż tylko takie mogło zapewnić warunki egzystencji. Oprócz połowu sieciami stosowano także wędy zwane taklami. Rozróżniano trzy ich gatunki: na łososie, węgorze i fłądry. Zastawianiem ich trudniła się młodzież; w źródle zapisano, że "byli to chłopięta". Inaczej mówiąc ten rodzaj połowu uchodził za coś gorszego, nie dawał rangi prawdziwego rybaka. Ostatni wreszcie sposób połowu to łowy za pomocą bodoru, czyli ościenia. Znano go też w zamierzchłych czasach, był to niewątpliwie sposób bardzo prymitywny, ale wymagający dużej zręczności i pewnego oka. Obecnie jest zakazany. Bodory i inny sprzęt był znaczony specjalnymi cechami, zwanymi merkami. Te właśnie znaki służyły czasami jako podpisy w dokumentach. Najstarsze w źródłach pisanych pochodzą z XIV w. Ówczesne źródła wymieniają większe skupiska rybaków w Pucku, gdzie było ich w 1570 r. 21, w Tupadłach — 10, w Karwi i Jastarni — po 7. W innych wsiach nad zatoką znajdowały się drobniejsze ich skupiska — przede wszystkim na Helu, który pod rządami gdańszczan przekształcił się z miasta w wieś rybacką. Starosta pucki otrzymywał rocznie (ok. 1565 r.) od rybaków tytułem wszelkich opłat 545 złotych, czyli przeszło jedną szóstą wszystkich dochodów. Oznacza to, że to rybołówstwo miało duże znaczenie dla gospodarki starostwa, wysoko bowiem ceniono sobie możliwość połowu, szczególnie poszukiwanego łososia. O prawo połowu walczyła także szlachta. Na przykład Poczerniccy mieli prawo do połowu niewodem. Panny żarnowieckie skarżyły się w latach dziewięćdziesiątych XVI w., że Wejherowie utrudniają im połowy na morzu, prawdopodobnie koło ujścia Piaśnicy do morza. Rybołówstwo rzeczne i stawowe, chociaż również rozwinięte, nie różniło się ani w swojej organizacji, ani w sposobach połowów od rybołówstwa innych krain geograficznych Polski. Dostarczało przede wszystkim ryb na pański stół. Jedynie Jezioro Żarnowieckie (dawna nazwa Piasno5) było eksploatowane na większą skalę przez klasztor. O dochody z niego były częste spory i zatargi ze starostami, którzy mieli także pretensje do partycypowania w dochodach, ponieważ wsie królewskie Prusiewo i Brzyn miały grunty przytykające do wód jeziora. Wody zatoki i otwartego morza dostarczały także innych korzyści: rybacy polowali tu na foki i morświny, które dostarczały znakomitych futer i tłuszczu używanego do oświetlenia checzy. Rozwinięte było w powiecie młynarstwo, obfitość wód bowiem sprzyjała zakładaniu młynów. W drugiej połowie XVI w. budowano młyny tzw. korzeczne, czyli takie, w których woda spadając z góry na koło poruszała całe urządzenie. Takie młyny miały tę zaletę. Że były wydajniejsze od młynów biorących wodę pod siebie, ustawionych w strudze wody, i nazywanych walnymi. W omawianych czasach prawie każde urządzenie mechaniczne poruszane siłą wody, wiatru czy zwierząt nazywano młynami. Spotykamy więc nie tylko młyny, które mełły zboże, ale także folusze, w których spilśniano sukna, młyny garbarskie, w których stępy rozbijały korę dębową używaną przy wyprawianiu skór, młyny prochowe i papiernicze^ których już sama nazwa wskazuje, że ze zbożem nie miały nic wspólnego. Młynów zbożowych spotykamy w powiecie 27, z tej liczby 6 było we wsiach królewskich. Były to zakłady na ogół niewielkie, mające najwyżej trzy koła; najczęściej miały tylko jedno. Przeważnie przy młynach zbożowych znajdowały się i inne urządzenia. Na przykład we wsi królewskiej Zagórzu na Strudze Zagórskiej (dawna nazwa Struga Koleczkowska) oprócz młyna mącznego pracował tartak, ponadto wody tego potoku obracały dwa koła hamra, czyli kuźnicy. W Mrzezinie, również wsi królewskiej, oprócz młyna mącznego był także młyn garbarski o jednym kole. We wsi szlacheckiej Zbychowie pracował młyn prochowy, jedyny w tym powiecie. Najbardziej były wykorzystywane dla zakładania młynów wody Redy, Strugi Zagórskiej i Bolszewki oraz Piaśnicy. W tym czasie obowiązywał już chłopów przymus młyński, czyli musieli oni korzystać z młyna należącego do tego samego właściciela co i cała wieś. Z czasów lokacji na prawie chełmińskim prawo budowania młynów zachowali sołtysi — o ile to nie zostało im odebrane w czasach późniejszych, co było zjawiskiem nader częstym — ale i oni musieli dawać właścicielowi opłaty za eksploatowanie swego młyna. Jeden z niewielu takich młynów sołeckich zachował się w Gniewowie jeszcze w XVII w. Wspomniano już, że w powiecie puckim działała kuźnica w Zagórzu, druga kuźnica szlachecka pracowała w Cisowej. Hamer Zagórski wyrabiał przedmioty ze stali i miedzi. Zarówno kuźnica w Cisowej, jak i w Zagórzu była prowadzona przez specjalistów płacących właścicielom wysoką dzierżawę. Surowiec sprowadzano ze Szwecji, a tylko częściowo wykorzystywano miejscowe rudy darniowe. Zastanawiająca jest mała liczba tartaków, tym bardziej że powiat obfitował w lasy. Znamy w drugiej połowie XVI w. zaledwie dwa tartaki szlacheckie — w Zbychowie i Bolszewie oraz jeden królewski w Zagórzu. Tarto w nich przede wszystkim drewno na deski. Jedynym wytłumaczeniem tego faktu może być to, że drewno kupowali kupcy gdańscy i spławiali je Redą do zatoki, a następnie przewozili do Gdańska, gdzie było przerabiane na potrzebne asortymenty. Z innych zakładów przemysłowych wiejskich warto wymienić browary i gorzelnie. Mogli je posiadać tylko feudałowie, chociaż również z czasów wcześniejszych przetrwało prawo, że sołtysi mogli warzyć piwo na własne potrzeby. Naturalnie z biegiem czasu określono dokładnie, kiedy i w jakich ilościach można je produkować. To ograniczenie wyrobu piwa wynikało stąd, że produkcja i sprzedaż piwa dawała właścicielowi wsi duże dochody. W powiecie puckim spotykamy w drugiej połowie XVI w. aż 4 gorzelnie: 1 w mieście, 3 pozostałe należały do szlachty i mieściły się w Krokowej, Chylonii i Cisowej. Chłopom nie wolno było palić gorzałki. Umiejętność robienia tego trunku przybyła na Pomorze także z Niderlandów, rozpowszechniła się dopiero od drugiej połowy XVI w. Omawiając browary i gorzelnie trzeba wspomnieć o karczmach, w których te trunki rozprowadzano. Ponieważ dwór czerpał duże dochody ze sprzedaży tych napojów, dbał więc bardzo, aby zakładać punkty wyszynku. Na 114 osad wymienionych w rejestrze poborowym w 1570 r. w 26 znajdowały się karczmy, w tym na pierwszym miejscu należy postawić Krokowę, której dziedzic utrzymywał ich aż dwie. (Nic dziwnego, gdyż miał i browar, i gorzelnię.) Nie mieszczą się w tej liczbie karczmy znajdujące się w samym Pucku, tutaj bowiem było ich co najmniej parę. Karczmy we wsiach i osadach spełniały rolę nie tylko miejsc wyszynku, były to bowiem także zajazdy — gospody, w których można było znaleźć dach nad głową podczas przerw w podróży, nakarmić konie, kupić żywność na drogę, zaopatrzyć się także w takie artykuły, jak śledzie czy przyprawy. Zajazdy nazywano gościńcami. W karczmach zbierali się chłopi na pogawędkę, tu urządzano zabawy i zebrania gromadzkie. Karczmarz powinien był zwracać uwagę, aby chłopi nie przychodzili do niej z bronią, a także by nie wywoływali burd i bójek. Zakazy te były często ponawiane. Zabraniano też grać w kości albo zezwalać na dłuższy pobyt Cyganów, kobiet lekkiego prowadzenia i wszelkiego rodzaju wagabundów i włóczęgów; można więc przyjąć, że właśnie w karczmach znajdowali oni przytułek. Trudno też było unikać zwad, skoro gościom kurzyło się z czupryn po paru dzbanach mocnego piwa i kwarcie nawet słabej ówczesnej wódki. Okres pokoju, którym cieszyła się ludność powiatu po 1577 r., kiedy odlmaszerowały oddziały króla Stefana Batorego walczące pod Gdańskiem, sprzyjał rozwojowi gospodarczemu tak miasta, jak i wsi. Widomym tego dowodem było zwrócenie uwagi starostów na nie uprawiane dotąd błota i mokradła leżące na północy powiatu i u źródeł Redy. Powstają tu i będą pomyślnie się rozwijać dwie nowe osady: Kniewskie Błoto i Karwieńskie Błoto, do których sprowadził starosta w 1599 r. Holendrów, a więc osadników obznajomionych z trudną sztuką osuszania bagien. Od tego czasu rozpocznie się na tych terenach ciągła uparta walka człowieka z przyrodą zakończona jego zwycięstwem, ale okupiona ogromnym wysiłkiem. Te nowo założone osady miały nadane sobie specjalne prawa, ich mieszkańcy nie odrabiali żadnych pańszczyzn, nie uiszczali również na rzecz dworu żadnych danin w naturze, a czynsz płacili tylko w pieniądzu. Mieli stosukowo duże swobody, sami uchwalali ustawę wiejską, czyli wilkierz, na rok wybierali spośród siebie sołtysa. Najważniejszą jednak zasadą, którą się rządzili, była wspólność odpowiedzialności zgodnie z założeniem: jeden za wszystkich, wszyscy za jednego. Stanowili także grupę protestancką i asymilowali się bardzo powoli. Podsumowując wylwody zawarte w tym rozdziale, możemy stwierdzić, że Puck stanowił nie tylko centrum administracyjne powiatu, ale był też zinaczącym ośrodkiem wymiany, związanym zresztą silnie z Gdańskiem. Chłopi i szlachta tu sprzedawali płody rolne, a zaopatrywali się w artykuły przemysłowe i luksusowe. Na poparcie tego twierdzenia można dodać, że spotykamy wówczas bardzo małą łitz-bę rzemieślników na wsi, a więc musieli skupiać się w mieście. Dzięki rozwiniętej żegludze przybrzeżnej ipłody rolne, drewno i piwo puckie szkutami płynęły do Gdańska, w zamian przywożąc sól, piwo gdańskie, korzenie i iprzyprawy, kamienie młyńskie, ołów na ciężarki do sieci i na kule. Należy wreszcie wspomnieć o dobrze rozwiniętej sieci dróg lądowych przebiegających przez ziemię pucką. Najważniejszy szlak biegł z Gdańska przez Puck, Żarnowiec do Lęborka, a drugi również z Gdańska przez Redę do Słupska i dalej na Zachód. Rozwój gospodarczy doznał zahamowania podczas wojny o ujście Wisły.

ocena 4,1/5 (na podstawie 14 ocen)

Wybierz się na urlop do polskich, nadmorskich kurortów.
morez, nad morzem, pomorze